Zakładki:
Durszlak.pl
poniedziałek, 28 listopada 2011

 Był piątkową niespodzianką, znalezioną w warzywniaku tuż przed końcem zakupów. Z dwóch sztuk ten wydawał się najbardziej dorodny, więc nie marudząc długo chwyciłam go w rękę i oczywiście powąchałam, by sprawdzić jego tak zachwalany zapach.

    


  Kiedy w sobotę czekaliśmy głodni na upieczenie się kurczaka, stwierdziliśmy, że nie mamy nic do stracenia i trzeba stawić czoło telewizyjnemu wyzwaniu i zrobić z naszego kopru włoskiego coś takie, co wypełniłoby nam nie tylko chwile, ale przede wszystkim nasze żołądki coraz bardziej reagujące na rozchodzący się po domu zapach pieczystego.

  Najpierw skroiliśmy połówkę, po czym poszliśmy na całość. W misce znalazły się cienkie paski fenkułu, których anyżkowy smak zgrał się świetnie z kulkami dużego granatu, drobnymi cząstkami dwóch pomarańczy i jabłkiem, pokrojonym w kostkę. Nie daliśmy żadnego sosu, octu, cukru ani innych przypraw, wymieszaliśmy składniki, odstawiliśmy na 10 minut, posypaliśmy uprażonym sezamem i zjedliśmy z dużym smakiem - część z wędzonym kurczakiem, część bez niczego, jedynie z samą przyjemnością.

   Następnym razem Czeniek dostanie z sezamem a ja uprażone ziarna słoneczniki lub dyni.


                
niedziela, 20 listopada 2011

Zajadaliśmy się wszyscy. Na razie jednak musi zostać jedynie we wspomnieniach. Jego kaloryczność stoi na przeszkodzie ku opadnięciu naszych oponek;), więc popatrzmy sobie jeszcze raz na zdjęcie, przypomnijmy jego smak i zapomnijmy do czasu, aż nie znajdziemy jego lżejszą wersję...

     

Niesamowite tym bardziej, że bez przepisu, ot tak, po oglądnięciu kilku programów, poczytaniu kilku przepisów, "na oko" - na średniej wielkości prostokątną formę (28 na 18).

składniki:

  3 jajka, kilka łyżek cukru pudru, 2 serki mascarpone (każdy po 250 g), prawie 2 paczki tych grubych biszkoptów, podobnych do włoskich (są grubsze od naszych i bardziej puchate w środku lub 2 paczki włoskich biszkoptów, sporo ciemnego kakao (myślę, że 2 czubate łyżki jak nic, może nawet więcej)

   3 łyżki kawy rozpuszczalnej, 2 łyżeczki cukru, spirytus (wódka lub likier proponowany w przepisach do tiramisu)
  
   Z kawy, cukru i ok. 2 szklanek wrzątku przygotować napar, ostudzić, wymieszać z wódką. Spirytusu lub wódki musi być sporo. Przygotować krem: żółtka oddzielić od białek, utrzeć je z cukrem pudrem na jasną masę (jeszcze nie będzie gęsta), stopniowo dodać serek mascarpone, wymieszać chwilkę (masa stanie się gęstsza). Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę i wmieszać łyżką do żółtkowego kremu (masa troszkę się rozrzedzi).

  Biszkopty dobrze namaczać w kawowym naparze i ułożyć ciasno na dnie formy, skropić wszystko 2 łyżkami naparu, położyć na to pierwszą warstwę kremu, na który poukładać obok siebie mocno namoczone w kawie biszkopty, a na nie drugą porcję kremu. Wierzch kremu posypać bardzo grubą warstwą ciemnego kakao. Tiramisu wstawić do lodówki na kilka godzin - NAJLEPIEJ na 12 - 16 godzin.

Smacznego:))

       


Kurki to bardzo wdzięczne grzyby do przygotowania. Nie wymagają wcześniejszej obróbki, a jedyną czynnością, przy której trzeba spędzić trochę czasu, jest ich umycie. Łatwym sposobem oczyszczenia kurek jest włożenie ich do dużej miski lub garnka, zalanie zimną wodą i wypłukanie każdego żółtego grzybka z leśnych pamiątek;).

    

Od czego zacząć, kiedy ma się możliwość zjedzenia "czegoś" z kurek?

Może od jednej z najprostszych, ale bardzo smacznej potrawy: kurek z makaronem.

              

składniki na 2 osoby:

4 duże garście umytych kurek, 30-40 g masła, słodka śmietanka 30% (ok. 1/3 szklanki), sól, zmielony czarny pieprz, ugotowany gorący makaron, posiekana natka pietruszki,

Masło roztopić na dużej patelni, wrzucić kurki, posolić odrobinę i na dużym gazie odparować wodę i sok z grzybów (ok. 5-8 minut), dolać śmietanki, doprawić solą i pieprzem i dusić grzyby, aż śmietana zacznie gęstnieć. Zalać nim gorący makaron, posypać natką pietruszki lub kolendry.

^ Sos nie musi być bardzo gęsty, gdyż skrobia zawarte w gorącym makaronie zagęszczą go jeszcze bardziej.

 

     


niedziela, 13 listopada 2011

   "Zróbmy paprykę faszerowaną". No to zrobiliśmy:) Pierwszy i na pewno nie ostatni raz.

                 

składniki na 2-3 osoby:

6 średniej wielkości papryk: 3 czerwone, 3 zielone
1 duża czerwona papryka
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
4-5 łyżek słodkiej śmietany 30 %
0,5 l bulionu 
3/4 szklanki ryżu
700 g mielonej wieprzowiny
sól, czarny mielony pieprz

   Ryż ugotować na półtwardo. Wystudzić, wymieszać dobrze z mięsem, doprawić solą i pieprzem. 6 papryk przygotować do faszerowania: odciąć "kapelusik", wyciąć części z nasionami, opłukać. Do każdej papryki nałożyć porcję farszu (farszu jest idealna ilość) mocno go wciskając do wnętrza. Papryki przykryć odciętym kawałkiem, poustawiać w brytfance lub w naczyniu żaroodpornym, podlać bulionem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Piec pod przykryciem lub bez ok. 50-60 minut.

   Po tym czasie zlać wywar z pieczonych papryk do garnka, dodać świeżą czerwoną paprykę drobno pokrojoną, koncentrat pomidorowy i, jeśli wywaru jest za mało, szklankę bulionu. Pogotować wywar pod przykryciem przez 10 minut, następnie dodać śmietanki (można więcej, jeśli chce się uzyskać bardziej śmietanowy smak) i zmiksować wszystko blenderem.

   Podawać papryki polane sosem.



Myślę, że następnym razem można dodać szczyptę chili do sosu lub kawałeczek papryczki chili, by podostrzyć smak.

Z czym podawać? Z potłuczonymi ziemniakami, może z kawałkiem zgrillowanego na szybko kotletem z karkówki lub jako samodzielne danie, bez dodatków.
piątek, 11 listopada 2011
Pyszny, niesamowicie syty i ... do lekkiej przeróbki. Ale na pierwszy rzut proponuję zrobić tak jak jest opisane, żeby wiedzieć, co ewentualnie można by zmienić. Na razie - jedno z najlepszych ciast, jakie zrobiłam. Smak warstwy serowej nie do zapomnienia:)

 

Jakiś czas temu znalazłam świetny chyba amerykański blog Smitten Kichen, z którego wypróbowałam już kilka przepisów. Są ciekawe, czasem wystarczy coś w nich lekko poprawić, choć naprawdę niewiele, by były jeszcze lepsze niż są.



Na podanym blogu znajdziecie oryginalny przepis, a ja podaję tak, jak piekłam (kolejnym razem masło dodam niestopione w większej ilości):

składniki:

ciasteczkowy spód:
200 g herbatników maślanych
1 łyżka kakao
55 dag czekolady gorzkiej wymieszanej z mleczną (w takich proporcjach jakich się chce, można dać tylko gorzką lub tylko mleczną)
duża szczypta gałki muszkatołowej
50 g masła


krem czekoladowy do nadzienia i ozdoby:
1 i 1/2 szklanki śmietanki 36 %
550 g czekolady (znowuż jakiej się podoba, ale już wiem, że lepiej dać gorzką)
1/2 szklanki likieru kawowego (ma być coś w rodzaju likieru Kahlua - czystego wódkowego likieru bez dodatku śmietany - jest drogi, ale znalazłam o wiele tańszy)


masa serowa: 1 kg sera na sernik (ten z kubełka wypróbowanej przez was firmy), 1 szklanka cukru, 1 i 1/2 łyżki mąki, 1 i 1/2 łyżki wódki, 1 i 1/2 łyżki kawy rozpuszczalnej, 1 i 1/2 łyżki kawy ziarnistej, 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub 1 łyżeczka waniliowej pasty, 1 i 1/2 łyżki melasy (baaardzo ciemnego, lepkiego cukru), 3 duże jajka

kwaskowata śmietankowa polewa:
1 i 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
1/3 szklanki cukru
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub 1 łyżeczka pasty z wanilii



   Zacząć od przygotowania spodu: ciastka pokruszyć (najlepiej od razu robotem, bo ręcznie tak równiutko drobniutko nie wyjdzie), wymieszać z kakaem, grubo posiekaną czekoladą, gałką muszkatołową i stopionym gorącym masłem. Wyłożyć nimi dużą tortownicę (25-28 cm średnicy) i dłońmi w włożonymi w foliowe woreczki ugnieść spód i uformować boki na całą wysokość tortownicy (da się).

   Teraz czekoladowe wypełnienie: słodką śmietankę przełożyć do rondla i podgrzać tak, by była gorąca, dodać połamaną czekoladę, delikatnie rozpuścić ją w śmietance, wymieszać z likierem kawowym i połowę czekoladowej masy przełożyć na dno tortownicy z ciasteczkowym spodem. Odstawić do lodówki na 30 minut. Resztę odstawić w temperaturze pokojowej.

   Pod koniec chłodzenia się czekoladowego kremu przygotować serową masę: piekarnik nastawić na 170 stopni C, w małej miseczce wymieszać wódkę z kawą rozpuszczalną, ziarnistą, melasą i wanilią; ser przełożyć do dużej miski, wymieszać dobrze z cukrem, wsypać mąkę i dodać stopniowa gęstą masę kawową, dokładnie wymieszać, po czym wbić jajka po każdym dobrze miksując.

   Wyjąć z lodówki schłodzoną tortownicę, wlać do niej masę serową, wstawić do rozgrzanego piekarnika i piec ok. 1 godziny. Brzegi będą twardsze niż środek, który będzie lekko się trząsł. Wyjąć sernik, ale nie wyłączać piekarnika. Ciasto chłodzić przez 15 minut, po czym wymieszać w misce kwaśną śmietanę, cukier i wanilię i wylać to równomiernie na serową warstwę. Włożyć do gorącego piekarnika i piec ciasto jeszcze 20 minut.

   Kiedy warstwa śmietanowa się zetnie, wyjąć sernik, ostudzić i włożyć do lodówki na przynajmniej 3 godziny. Bardzo dobry jest po całonocnym chłodzeniu. Następnie wyjąć z lodówki i udekorować pozostawioną wcześniej czekoladową masą. Można znowu schłodzić, bo naprawdę jest o wiele lepszy, jeśli podaje się go bardzo zimny (lepiej kroi się masa serowa).





 
1 , 2