Zakładki:
Durszlak.pl
czwartek, 30 sierpnia 2012
I malinobranie na całego. Działkowe owoce są słodsze od kupnych, nawet tych z osiedlowego warzywniaka. Kubełek nam, kubełek sobie, tak tato odmierza swoje plony, dzieląc się z nami swym wysiłkiem i pracą. Z malin u rodziców zrobiono już mus, przecierany przez drobne sitko i sok. U nas tym razem słodko-kwaśny, intensywnie czerwony sorbet. Przygotowany po raz pierwszy w życiu w ramach akcji zapełnienia w miarę pustego zamrażalnika czymś, co da się szybko zjeść;)

         

Jak go zrobić? Prosto i zgodnie z własnym doświadczeniem, bez konieczności wyszukiwania specjalnych receptur. Na początku zaczęłam robić właśnie według jakiegoś przepisu, ale w trakcie oświeciło mnie, że przecież to nie tak, że po co wodę, skoro owoce puszczają swój sok itp. Zrobiłam więc ten mój sorbet tak:

Zasypałam maliny w garnku sporą ilością cukru. Po 30 minutach podgrzałam do gorącości, przetarłam odcedzając na wpół rozpadające się owoce przed drobniutkie sitko, bo przez większe przechodziły pestki i przelałam do pojemnika (sok zostawiłam do picia). Wstawiłam do zamrażalnika i mieszałam co jakiś czas widelcem, póki nie nadeszła noc i stwierdziłam, że trudno, najwyżej będziemy jeść jednego, wielkiego malinowego loda. Rano okazało się, że wystarczy na chwilkę wyjąć owoce z zamrażalki, a dają się rozdrabniać. I w ten sposób otrzymaliśmy granitę. (Nowe doświadczenie!) Nie poprzestałam jednak na tym i blenderem zmiksowałam zmrożony malinowy przecier. Masa wyszła gładka i pyszna, wspaniale pasująca do czekoladowego sernika:))

            


niedziela, 26 sierpnia 2012
   Żeby to nie była tarta, żeby nie jogurtowe, żeby nie kruche, żeby nie drożdżowe... Żeby czymś ciekawym móc zaskoczyć rodzinę na niedzielnym obiedzie. Udało się. Ciasto odwrócone do góry nogami - bo tak można tłumaczyć jego nazwę - spełniło moje oczekiwania, aczkolwiek:

- najbardziej smakowało na ciepło,
- ciasto ma bardzo maślany smak, co nie wszystkim odpowiadało

trzeba by więc spróbować poszukać innego ciasta, któremu nie będzie przeszkadzała wilgoć parująca z owoców, znajdujących się na spodzie. Ostrzegam, że nie wszystkie przepisy się do tego nadają, nawet te chodzące pod tym samym tytułem, sprawdzałam:)

           

   Jeden z walorów: ładnie się prezentuje na stole. Przepis poniższy pochodzi ze strony Marthy Stewart, kliknij po niego TU

   Autorka przepisu podaje składniki na kilka ciast w małych foremkach. Jak to z takimi przepisami bywa, trzeba je przemyśleć i dostosować do swoich potrzeb, dlatego jeśli ktoś chciałby zrobić wszystko dokładnie tak jak Martha - powinien przejść na jej stronę i nie sugerować się tym, co poniżej.


            

składniki do tortownicy o średnicy 23 cm:

na spód:
1 łyżka miodu
75 g masła
1 łyżeczka rumu lub pitnego miodu lub innego alkoholu
3/4 szklanki jasnego brązowego cukru
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
szczypta soli

na ciasto:
kilka brzoskwiń lub nektarynek (5-7 zależy od wielkości)
1 1/2 szklanki mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
150 g masła
3/4 szklanki cukru
2 duże jajka
1 łyżeczka waniliowego ekstraktu
1/2 szklanki mleka


Brzoskwinie pokroić na cienkie plasterki (najlepiej byłoby przekroić na pół, wyjąć pestkę i wtedy pokroić na takie rogalikowe plasterki).

Z papieru do pieczenia wyciąć kółko dostosowane wielkością do dna tortownicy. Wyłożyć nim foremkę.

Piekarnik rozgrzać do 180 stopni C.

Rozpocząć od przygotowania spodu: w misce umieścić wszystkie składniki na spód i dobrze je wymieszać mikserem. Wyłożyć dno tortownicy, rozprowadzając masę rękami.

Na nie poukładać dookoła plasterki brzoskwini.

Przejść do przygotowania ciasta: w małej misce wymieszać przesianą przez sitko mąkę z solą i proszkiem do pieczenia. W dużej misce rozkręcić masło, stopniowo dodać cukru, po jednym jajku i ekstrakt waniliowy. Następnie wmieszać partiami mąkę na przemian z mlekiem. Gotową masę wyłożyć na ułożone w tortownicy brzoskwinie.

Tortownicę zawinąć do połowy szczelnie folią aluminiową, by nie wypływał z niej sok z pieczonych owoców. Wstawić do rozgrzanego piekarnika, piec ok. 40-50 minut, aż ciasto nabierze brązowego koloru, a patyczek wsadzany do środka będzie suchy.

Po upieczeniu chłodzić przez 30 minut, następnie nożem oddzielić ciasto od boków tortownicy, przyłożyć talerz na górę, mocno chwycić całość i obrócić tortownicę do góry dnem, by ciasto znalazło się na talerzu. Zdjąć obręcz z tortownicą, papier do pieczenia i podawać:)

              

Próbujcie:) I jakby co - donoście o przepisie na samo ciasto, lepszym i od tego.

niedziela, 12 sierpnia 2012
  Kiedy odstęp między jedną kromką a drugą jest za długi, narasta ochota na kolejnego kęsa miękkiego, wilgotnego miąższu i chrupiącej, złotej skórki. Nawet z zamkniętymi oczami można poczuć smak oliwek i zeszklonej cebuli, choć lepiej oczu nie zamykać, gdy bochenek leży jeszcze ciepły na stole w towarzystwie bacznie obserwujących go spojrzeń, bo po otwarciu może już go nie być... Tak jest przynajmniej w naszym domu, kiedy to chrzęst krojonego świeżo upieczonego chleba przywołuje nabożną ciszę, a do pełni brakuje tylko grubego plastra masła i odrobiny soli.

           

  Przepis pochodzi z tej oto książki, z której cokolwiek by się nie zrobiło i tak wyjdzie: smażyłam już cukinię w cieniutkich plasterkach, piekłam kruche migdałowe ciastka i gotowałam dwie zupy: cytrynową z ryżem oraz pomidorową z soczewicą, a koleżanka przygotowała kulki jogurtowe i kilka dań na ciepło. Widziałam na Amazonie, że autorka napisała jeszcze kilka książek o śródziemnomorskim sposobie jedzenia, może kiedyś uda mi się sprawdzić, czy równie dobre jak ta, do której mam dostęp.

          
 

składniki:
2 małe czerwone cebule, 1 łyżki oliwy z oliwek lub oleju, 225 g czarnych lub zielonych oliwek (akurat tyle było w małym słoiku), 800 g mąki pszennej (dałam taką zwykłą do ciasta - typ 500) = właściwie 6 szklanek mąki, 1 i 1/2 łyżeczki soli przy zielonych oliwkach lub 2 łyżeczki soli przy czarnych oliwkach, 4 łyżeczki suszonych drożdży, 3 łyżki posiekanej natki pietruszki lub kolendry, a nawet lub mięty, 500 ml ciepłej wody

Cebulę obrać, przekroić na pół i pokroić w cienkie plasterki, przesmażyć na oliwie lub oleju do miękkości. Oliwki grubo pokroić (kroiłam każdą na trzy grubsze plastry), po czym wsypać do dużej miski mąkę, sól, drożdże, posiekaną natkę, dodać oliwki, cebulę i wlać wodę. Wszystko dokładnie wymieszać zagniatając ręką, jeśli ciasto jest za twarde i suche dolać odrobinę wody (choćby ze 2-4 łyżki ciepłej wody). Ciasto zagnieść w zwartą kulę, przenieść na podsypaną mąką stolnicę i zagniatać z 7-10 minut. Następnie dobrze oprószyć mąką miskę, włożyć ciasto, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do momentu, aż podwoi swoją objętość (ok. godziny lub więcej, zależy od temperatury). Kiedy ciasto podrośnie, przełożyć na stolnicę, odgazować je zagniatając ze trzy razy i  do dalszej pracy wybrać któryś ze sposobów:

a) podzielić na dwie części, każdą przełożyć do małej keksówki, (lub całe ciasto do jednej większej), naciąć w kilku miejscach bardzo ostrym nożem,  posmarować olejem, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 40  - 60 minut;

b) odgazowane ciasto lekko rozgnieść dłonią na kształt prostokąta i złożyć do środka najpierw jeden bok, potem drugi, a na koniec przełożyć go jeszcze raz na pół, uformowany bochenek umieścić w koszyczku do wyrastania, wysłanym lnianą ściereczką podsypaną mąką, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 40-60 minut;


c)
odgazowane ciasto lekko rozgnieść dłonią na kształt prostokąta i złożyć do środka najpierw jeden bok, potem drugi, a na koniec przełożyć go jeszcze raz na pół, uformować bochenek, naciąć go bardzo ostrym nożem w kilku miejscach, przełożyć go na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 40-60 minut;

   Po ok. 40 minutach:


a) keksówki wstawić do piekarnika nagrzanego do 210 stopni C;

b) ciasto przenieść z koszyczka na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, naciąć ostrym nożem w kilku miejscach, posmarować olejem, odstawić na 10 minut, po czym wstawić do piekarnika nagrzanego do 210 stopni C;

c) chleb posmarować olejem i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 210 stopni C.

   Chleb piec 40-50 minut, aż nabierze pięknego złotego koloru. Po upieczeniu wyjąć z piekarnika i odstawić do wystygnięcia.

   Coś wspaniałego.

                 
   

20:41, zen.ona , chleb
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 06 sierpnia 2012
   Dlaczego literka "m"? Otóż w mojej małej kuchni, stoi mała lodówka, a w tej małej lodówce jest mały zamrażalnik, zamrażalniczek raczej... I chcąc nie chcąc musimy go opróżnić, jeśli mamy coś wymagającego natychmiastowego zamrożenia, np. lody;)

   Wygładziłam do granic możliwości marchewkę z groszkiem, wcisnęłam pudełko zapakowane gałązkami lubczyku pachnącego rosołem, przesunęłam do boku porcję mięsa na wywar, a miejsca ciągle za mało... I nagle zza zaszronionych ścianek wyjrzało zahibernowane olśnienie;) Toż całą długość zamrażalnika blokuje jedno wąskie pudełko z tajemniczym ciastem filo, kupionym dawno temu w Poznaniu. Okazało się, że wystarczyło je tylko usunąć, a wszystko ładnie do zmrożonej szuflady się zmieściło, ba, zostało nawet kawałek wolnego miejsca.

   Nigdy nie miałam okazji zobaczyć ciasta filo. Wiedziałam z książek i kulinarnych stron, że to niesamowicie cienkie płaty ciasta składającego się z mąki, wody i oliwy, jednak widok przezroczystego pergaminu wyłaniającego się z otworzonej paczki spowodował ekscytację. Jakże trudno zrobić tak cienkie ciasto i szkoda mi się zrobiło tego, że trzeba było je wyrzucić. Powąchałam alabastrowe płaty i już wiedziałam, że na obiad będzie coś z ciastem filo. Bo co może stać się z zamrożonymi płatami mąki z wodą?

                  
     
Ano okazało się, że nic. Czegóż więcej trzeba? Dużej ilości masła i jakiegoś nadzienia. Szpinak już "wyszedł", baklawa za słodka, na rybę nikt nie miał ochoty, cukinii było za mało... Stanęło więc na pieczarkach i serze solankowym, podobnym trochę do fety, trochę do nie do końca stopionego twarogu.

              
   
    Nadzienie jak nadzienie, wiadomo: cebulę trzeba drobno pokroić, podsmażyć, dorzucić posiekane pieczarki, odparować płyn, przyprawić i gotowe.

    Ale przygotowanie ciasta jest ciekawsze. Delikatnie położyć na blacie płat ciasta i posmarować go roztopionym masłem, przykryć drugim płatem i posmarować go masłem, pokroić na kwadraty, nałożyć nadzienie, zrolować lub złożyć w trójkąty, położyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i jeszcze raz posmarować roztopionym masłem. Piec w piekarniku rozgrzanym do 225-230 stopni C przez ok. 20-30 minut, aż ciasto nabierze jasnobrązowego koloru.

    Można przygotować i więcej warstw ciasta filo, byleby każdy płat smarować masłem.