Zakładki:
Durszlak.pl
sobota, 30 listopada 2013
 Postanowiłam upiec chleb nowy, inny, żółty, niemal dla nas egzotyczny. A na dodatek wraz z innymi chętnymi "piekarkami". Inicjatywa - na blogu u Amber.

Wszystko odbędzie się za tydzień. Mam nadzieję, że nie pokona nas grypa ani żadne inne paskudztwo, szwendające się po zjesienniałych ulicach listopadowego miasta.

15:47, zen.ona
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 listopada 2013
  "Naan",wg wikipedii to płaski chleb drożdżowy z białej mąki pochodzenia środkowoazjatyckiego, w kształcie dużej kropli, pieczony w specjalnym cylindrycznym piecu – tandoor. Poniżej na filmiku Anjum Anand demonstruje łatwość wykonania takiego chlebka. Problem jest w tym, że daje mleko zamiast jogurtu i proszek do pieczenia zamiast drożdży. Próbowałam poszukać przepisu, ale ile blogów i stron tyle wersji składników. Podejrzewam również, że ile regionów, wsi i miasteczek, tyle sposobów przyrządzania chleba naan... któryś w końcu będzie trzeba wypróbować, tylko który: ten z jajkiem, z drożdżami, z proszkiem do pieczenia, z jogurtem i mlekiem, z jogurtem i wodą, czy ten bez jajka???



18:14, zen.ona
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 października 2013
Kto raz spróbuje tego kruchego ciasta, ten będzie do niego wracał. Nawet myślami;) Mi najbardziej odpowiadało z mniejszą pianką, którą albo się lubi, albo unika. Moim chłopakom smakowało takie jak poniżej na zdjęciu, z pianą większą i mocniej wyczuwalną. A maliny? Cóż... jak wisienka na torcie...


                       


 składniki na dużą prostokątną blachę:

2,5 szklanki mąki krupczatki (najlepsza do tego)
250 g zimnego masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki cukru pudru
5 żółtek

   Mąkę umieścić w dużej misce, wsypać cukier, proszek do pieczenia, dodać żółtka i masło - najlepiej zetrzeć je na tarce z grubymi otworami - wszystko szybko zagnieść. Jeśli będzie z tym trudność, dodać 1-2 łyżki mleka lub wody. Następnie podzielić na 2 części: jedną ok. 2/3 i drugą ok. 1/3 ciasta. Każdą z nich zawinąć w folię i włożyć do zamrażalnika na około 2-3 godziny, można na całą noc. Przyspieszyłam sobie proces mrożenia dzieląc je na mniejsze cząstki i szybciej były gotowe. (Trzeba tylko pamiętać, które tworzą 2/3 a które 1/2 ;)

   Kiedy ciasto jest gotowe, rozgrzać piekarnik do 190 stopni C. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia, na jej spód zetrzeć na tarce, na grubych otworach, większą część ciasta (2/3), lekko przyklepać dłonią i piec w rozgrzanym piekarniku około 20 minut. Po upieczeniu odstawić do wypieczenia.

Kiedy ciasto się studzi, przygotować piankę:

5 białek
1 szklanka cukru
1 cukier waniliowy lub 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
2 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego (w przepisie jest 2x40g, ale okazało się, że moje budynie miały tych gram ździebko więcej i nic się nie stało z tego powodu)
1/2 szklanki oleju słonecznikowego

Do tego na wierzch: 500 g malin

Białka ubić na sztywno, potem powoli, cały czas ubijając, dodawać cukier, cukier waniliowy lub ekstrakt, potem budyń w proszku, a na końcu nieprzerwanie miksując wlewać olej. Piana troszkę opadnie, ale nie ma się czym martwić.

Na ciasto wyłożyć piankę, na nią rozłożyć maliny, lekko je wciskając. Na wierzch zetrzeć pozostałe ciasto (1/3). Wstawić do piekarnika rozgrzanego cały czas do 190 stopni C i piec około 30-40 minut. Po upieczeniu, wyjąć z piekarnika, ostudzić, posypać cukrem pudrem.

Bardzo smaczne. Przepis pochodzi z Moich wypieków.

                
 


niedziela, 08 września 2013
   Czas malin nadszedł wielkimi krokami. Tuż za nim niecierpliwie przestępuje z nogi na nogę czas dyni, do którego przygotowania rozkręcają się z dnia na dzień (pomysłów mam chyba nawet więcej niż ochoty;). Dzięki działce i trosce o nią najpracowitszego na świecie ogrodnika, możemy być spokojni o zajęcia na wrześniowe, a nawet październikowe popołudnia. No i dobrze.

                

    Na świecie panuje trend, mocno przez zwolenników manifestowany różnymi pozami, przygotowywania ekologicznego jedzenia z warzyw i owoców pochodzących od znajomych, lokalnych producentów, celebrowania lekko zapiaszczonej marchewki o nieregularnych kształtach i obrywanie listków ziół z parapetowych "farm".

   W Polsce zaś, o czym świat nie bardzo wie, od kilkudziesięciu lat chrupiemy wiosną młodą marchewkę z wiadomych źródeł; omijamy w sklepie za wczesne rzodkiewki, czekając troszkę może niecierpliwie na działkowe nowalijki, mając pewność braku osłabiających ich wartość chemicznych środków; schylamy się po pracy po jabłko, leżące pod jabłonią małego, ale własnego działkowego ogrodu i staramy się zachować część lata w domowych dżemach, konfiturach i piklach, których podstawą są zrywane własnoręcznie porzeczki, jeżyny, ogórki, pomidory i całe zastępy działkowych plonów zwanych dziś ekologicznych. Co prawda od czasu do czasu, w tej naszej wolnej Polsce, zbierają się nad działkowcami ciemne chmury nieczystych intencji, chcących ograniczyć tysiącom Polakom dostęp do niedrogich życiowych przyjemności, ale miejmy nadzieję, że zawsze znajdzie się jakaś siła potrafiąca burzowe chmury rozpędzić i zostawić w spokoju ludzi, lubiących zacisze swojego malinowego chruśniaku.

Powróćmy więc do malin i do czekoladowej tarty. Polecam z niej musik, ciasto jest tu raczej nośnikiem czekoladowego smaku, jak dla mnie za neutralne.
                   
                


składniki na formę do tarty o średnicy ok. 23 :

ciasto
175 g mąki
1,5 łyżki kakao
4 łyżki cukru
100 g masła
2 żółtka
1 łyżeczkę kwaśnej śmietany

czekoladowy mus:
300 ml słodkiej śmietany 36%
50 ml tłustego mleka
150 g gorzkiej czekolady
2 jajka
1/2 szklanki cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1/2 szklanki malin

dodatkowo: maliny do podania z ciastem

   Zacząć od ciasta: wymieszać w misce mąkę z kakao i cukrem, dodać masło, śmietanę (jeśli jeszcze jest za suche dodać odrobinę zimnej wody) i ugnieść ciasto. Wyłożyć nim formę do tarty i schłodzić w lodówce przez 30 minut.

   Po tym czasie: rozgrzać piekarnik do 190 stopni C, wstawić schłodzone ciasto (wyłożone papierem do pieczenia i napełnionym ziarnami fasoli) do rozgrzanego piekarnika na 15 minut. Po 15 minutach wyjąć z piekarnika, zdjąć papier do pieczenia, odsypać fasolę, zabrać się za przygotowanie musu.

   Śmietanę, mleko i czekoladę umieścić w misce, postawić ją na garnku z gotująca się wodą i na parze rozpuścić, często mieszając, czekoladę. Kiedy czekolada jest rozpuszczona, zdjąć z ognia. Jajka wbić do miseczki i zmiksować z cukrem oraz ekstraktem waniliowym, po czym dodać, mieszając, do rozpuszczonej czekoladowej masy. Rozłożyć maliny na cieście, zalać je masą czekoladową i piec w piekarniku rozgrzanym do 160 stopni C przez 30 minut. Po upieczeniu, wystudzić, schłodzić w lodówce przez ok. 2 godzin. Podawać z malinami, bitą śmietaną itp.

                            

   Czy mówiłam już, że udało mi się zrobić torcik z musem malinowym, który ćwiczyłam na kursie u pani Boeżeny Sikoń? Mam zapowiedzianą kolejną partię malin od taty z działki, więc oby pogoda umożliwiła zrobienie zdjęcia:)

14:55, zen.ona
Link Komentarze (6) »
środa, 21 sierpnia 2013
   Najpierw był przepis Marry Berry. Z fatalnym końcem, z którego wyjedliśmy tylko podpieczone, smaczne zresztą płatki migdałów, ale nie o nie przecież chodziło... U niektórych na zdjęciach pojawia się nawet taka przypłaszczona wersja bezy, tak naprawdę poza przypieczonym wierzchem niemająca z nią nic wspólnego, a ja tu wciskać bajeru nie mam zamiaru. Niestety, z tak płaskim, wilgotnym niby plackiem nie da się nic zrobić poza jednym, wyjedzeniem tego, co się da. Zapowiedziałam nawet Czeńkowi, że się poddaję, że chyba przestałam umieć piec ciasta, że jak niektórzy mijają się z powołaniem, moje powołanie do wypieków najwidoczniej minęło i muszę przerzucić się na coś innego, może majsterkowanie albo robienie na drutach, co nawet kiedyś dobrze mi wychodziło. Może bym i odpuściła, ale w lodówce w czerwonym kubku drżały pod każdym spojrzeniem zgromadzone wcześniej białka i na szczęście dla nas wszystkich postanowiłam zmierzyć się ponownie z upieczeniem bezowego placka.   

              

   składniki:
6 białek (można zaczynać od 4)
2,5 łyżeczki mąki ziemniaczanej
1,5 łyżeczka octu (może być i winnego)
1 i 3/4 szklanki cukru
opcjonalnie: 50-75 g płatków migdałów

owoce: maliny, brzoskwinie, mięciutkie mango, borówki, jagody
300 - 400 ml śmietany słodkiej 36%
3-4 łyżki cukru pudru


               

    Piekarnik rozgrzać do 160 stopni C. Białka ubić na sztywno, po czym ciągle ubijając, stopniowo dodać cukru, na koniec mąkę ziemniaczaną i ocet. Płaską blaszkę (tę, od piekarnika lub specjalną na rolady) wyścielić papierem do pieczenia i rozłożyć na nim ubite białka. Nie rozsmarowywać za bardzo, by nie zepsuć puszystości masy. Jeśli mamy na to ochotę, posypać płatkami migdałów. Włożyć do gorącego piekarnika i piec 20-30 minut. Po tym czasie spód powinien być podpieczony a wierzch lekko brązowy. Wyjąć z piekarnika i po kilku minutach przełożyć na drugą stronę (wystarczy: przykryć papierem do pieczenia, położyć na to ruszt i trzymając boki blaszki zabezpieczonymi przed gorącem rękami odwrócić ostrożnie do góry nogami). Po kilku minutach odkleić delikatnie papier od odwróconego spodu. Wystudzić.

    Śmietanę ubić, pod koniec dodając cukier puder. Wyłożyć na zimny bezowy blat, a na śmietanie rozsypać owoce. Zwijać od dłuższej strony pomagając sobie papierem, na którym leży beza. Schłodzić. Przed podaniem pokroić na odpowiednie kawałki i podawać. Można oprószyć cukrem pudrem i dodatkowymi owocami lub owocowym przecierem. 

                

   Poszło w mgnieniu oka. A teraz czekamy na chleb, którego dawno nie robiłam, więc tym bardziej narasta radocha z myśli o chrupiącej, ciepłej skórce pszenno - żytniej kromki na mającym już 4 lata zakwasie:)

16:33, zen.ona , beza
Link Komentarze (11) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23